symbolika, z życiowych analogii zaczerpnięta. Dowodem najlepszym, że sama legenda nie wystarcza, aby dzieło muzyczne było porywające, jest właśnie ostatni z polonezów, zwany przez autora Fantazją-Polonezem. Nie można zaprzeczyć, że faktura tego dzieła jest dobra; bardzo wiele szczegółów świadczy o mistrzowskiej dłoni, co posąg rzeźbiła; ale idee ogólne są trochę niewyraźne, ich przeprowadzenie gubi się w komplikacjach dla muzy Chopina mniej właściwych i nie robi wrażenia. A przecież właśnie do tego Poloneza utworzył sobie Chopin najpiękniejszą legendę; przeszłość i przyszłość miały tu się odzwierciedlić całkowicie. Na nieszczęście muzyczna pewna sztywność paraliżuje wrażenie i mimo mistrzowskiego wykonania (np. przez p. Jesipow) dzieło pozostaje jedną z mniej szczęśliwych kreacji Chopina. Symbol tu nie wystarcza. Złote słońce natchnienia nie oświeca pracy poczętej raczej w głowie i fantazji niż w sercu".
O tej legendzie, którą miała być przeszłość i przyszłość Polski, tak pisze Tarnowski, który jednak, idąc za zdaniem Marceliny Czartoryskiej, wcale nie obniża artystycznej wartości tego Poloneza, lecz, przeciwnie,
— 160 —