złowrogie, coś z godziny poprzedzającej orkan. Zdaje ci się, że uchem chwytasz jakieś szalone wołania, jakieś wyzwania rzucone wszystkim żywiołom. W dalszym ciągu uporczywy powrót toniki na początku każdego taktu naśladuje jakby odgłos dział, jakby bitwę wrzącą w oddali. Nawet w dziełach największych mistrzów nie posiadamy nic, co by wyrównywało wrażeniu, jakie tu wywiera ustęp nagle przerwany sceną pasterską, mazurkiem o sielskim charakterze, jakby rozpościerającym woń lawendy i macierzanki, który to mazurek przecież zamiast zatrzeć przypomnienie bolesnego uczucia, jakie nami owładnęło na wstępie, kontrastem swym, gorzkim i pełnym ironii, jeszcze zwiększa bolesne wrażenie, tak że słuchacz, gdy wraca początkowy frazes, doznaje jakby uczucia ulgi, bo choć z tym tragicznym początkiem odżywa smutny i tytaniczny obraz walki, to jednak już go nie zamącą bolesny kontrast cichego i idyllicznego szczęścia".
Gdy chodzi o Poloneza As-dur, to nie ma dwóch zdań w tej kwestii, że to jest polonez nad polonezami, król wszystkich polonezów, szczyt, do którego wzniosła się muzyka tego gatunku, "jeden z najwyższych szczytów"
— 152 —
Polecamy: