Polonezy te, które nazywa bodaj czy nie najpiękniejszymi wykwitami natchnienia Chopina, tak pokrótce charakteryzuje Liszt1; "Nie przypominają one w niczym tych bawidełek zalatujących pudrem i gracjami rokoko, którymi orkiestry zwykły rozpoczynać bale, którymi się nawet popisują niekiedy wirtuozi na koncertach, a zwłaszcza ckliwy smak salonowego w muzyce upodobania. Energiczne w rytmie, dreszczem na wskroś przejmują, do życia najodrętwialsze pobudzając zobojętnienie. Najszlachetniejsze tam, niby w skarbnicę, złożono uczucia. Stanowczość, w połączeniu z powagą, na wstępie uderza. Ducha po większej części buńczucznego, z dziwną go wypowiadają prostotą. Siła z nich tchnie spokojna i rozważna, choć swoją drogą nie brak tam także odcieni zalotności. Tkwiła ona w obyczajach dawnego pokolenia. Dość wspomnieć Sobieskiego, który spod Wiednia do żony tak czułe pisywał listy..."
Nie mniej trafnie pisze o polonezach Chopina, o ich nastroju uroczystym i bohaterskim, prof. Tretiak w swym zbyt mało znanym Słowie o Chopinie: "Jaka powaga, jaka
— 132 —