dźwięczny, ciągły odgłos wiolinu, który tym myślom towarzyszy, zaciera się i staje się tematem głównym. Melodia, wznosząc się, ciągle spada, niby obezwładniona, i kończy się nisko, podczas gdy pianissimo wiolinu powtarza swój motyw sygnaturki, która gaśnie urywanie niby milknący dzwon rozbujany; cały Prelud jest melancholijny i ukojony". Tymczasem Huneker nie podziela tego zdania Jabłczyńskiego, uważa bowiem, że w tym Preludzie góruje ton posępny, pesymistyczny. George Sand powiedziała o nim, że duszę wtrąca w straszne przygnębienie. Inni w nim słyszą "szeroki śpiew wiolonczeli", a jeszcze inni podziwiają zręczność, z jaką tu Chopin frazuje "piękny efekt odzywającego się echa".
Prelud siódmy, A-dur, najbardziej znany ze wszystkich, trafnie nazwał Noskowski "zabłąkanym promieniem słońca". Jest to mały żałosny mazurek, jak go nazywa Huneker 4, ale czy istotnie robi wrażenie tańca młodych dziewcząt przy dźwiękach... fletów i klarnetów, jak to się wydaje Leichtentrittowi, to jeszcze pytanie. Bądź co bądź, "po raz pierwszy - w tej serii preludiów - zjawia się w nim uśmiech, krótki, przez łzy,
— 13 —