tak smutny, tęskny i rzewny jak melodia niesłychanie rzewna, bezbrzeżnie tęskna i smutna, Chopinowskiego Nokturnu. I nagle zdaje się, jakby cała pozornie uśpiona przyroda złączyła wszystkie swe szmery i odgłosy w modlitewny, błagalny chorał, zgodny, mistrzowsko zharmonizowany, wspaniały pełnią i dźwiękiem swych tonów. Chorał wzrasta, wznosi się, rozbrzmiewa coraz potężniej i silniej, unosząc się ku bezmiarom błękitu, i znów cichnie, stopniowo, zwolna, aż zniknie gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu... I znów krajobraz stoi cichy, smutny, tęskny, rzewny jak melodia Chopinowskiego Nokturnu, prosty, jednostajny, ale niesłychanie swojski, rodzimy..." Tenże autor, tłumacząc psychologiczną genezę tego przepięknego NoMurnu traktuje go jako wspomnienie tych lat "sielskich, anielskich", które Chopin spędził w kraju, na wsi, na Kujawach, jedynych lat w jego życiu "zupełnie spokojnych i szczęśliwych, gdy żadna gorycz nie truła wesołości, gdy nic nie zaciemniało pogody. Toteż gdy był chory, zgnębiony, i ponuro patrzał w przyszłość, tracąc nadzieję i ufność w siebie samego, gdy różne widzenia i halucynacje trapiły go i nękały, gdy "myśl znużonymi ulatując pióry&rquo; tuliła się w "domowa zaciszę" i z
— 119 —