przewlókł przez czyściec i prawie do szału doprowadził rozpętanym żywiołem porywu, tym straszliwszym, że to przecie artysta zazwyczaj układny i wiecznie przytomny w swym wykwincie i majestatycznie pański w poczuciu miary. A wtedy znika nagle i ukazuje się w głębi sceny z inną, niespodzianie ukołysaną twarzą, i tylko potrząsa głową w elegijnym już tylko westchnieniu, ze smutkiem już tylko postronnego widza - patrzy na własną krew i na gruzy własnego szczęścia. I tak wraca z pobojowiska własnych dum, jak gdyby wracał z cmentarza po cudzym pogrzebie. Albo z pola bitwy pod Cheroneą. Takie powroty z grobów Agamemnowych serca własnego i duszy narodu - oto styl Chopina." Jakkolwiek bądź, jednemu nie zaprzeczy nikt, kto wysłucha tego Nokturnu, że jest to skończone arcydzieło, "niedościgły wzór doskonałości", jak o nim wyraził się Schumann, "najwspanialszy wzór tej formy", jak go nazywa Huneker, w niektórych miejscach - zdaniem Leichtentritta - już zwiastujący Wagnera. Willeby w drobiazgowej analizie tego Nokturnu nazywa go "szczytem sztuki, jeśli prostotę środków zalicza się do wielkiego artyzmu". Tonacja cis-moll nadaje całej kompozycji charakter ponury. Szeroko rozprowadzona figura lewej ręki unosi delikatną, nieco chorobliwą melodię,
— 113 —