panią Sand). Co dla innych przedstawiało nieopisany urok wsi, a więc zbliżenie się do natury, ciągłe obcowanie z nią, piękne krajobrazy o różnych porach dnia, zbiorowe wycieczki do pięknych miejscowości okolicznych, przejażdżki konno lub powozikiem, popasy na trawie w cieniu starych drzew lub nad brzegiem rzeki Creuse, tak obfitującej w malownicze widoki, które syn pani Sand rysował i malował, wszystko to, za czym tak przepadała jego przyjaciółka, jego pozostawiało obojętnym, zimnym.
Bo dziwna rzecz, ale tam, gdzie zaczynały się piękności natury, nawet tak pięknej jak na Majorce, tam kończyła się jego wrażliwość. Wszystko to, co taki zachwyt budziło w pani Sand, co ona potem opisywała w tak poetyczny i mistrzowski sposób, czy to były cuda architektury gotyckiej i renesansowej, czy wspaniałe krajobrazy, na które składały się góry, doliny, palmy i aloesy z szafirem Morza Śródziemnego w głębi, w Chopinie nie budziło prawie żadnego entuzjazmu, podobało mu się co najwyżej, ale nie nastrajało na jakiś szczególny diapazon. Nie to, żeby nie odczuwał tych piękności, ale nie upajał się nimi, nie przestawał
— 55 —
Polecamy: