zabawkami. Tak czułego ojca chrzestnego jak on z pewnością nie było drugiego.
Bardzo lubił wieś, życie wiejskie. Przez cały rok, gdy przebywał w Paryżu, marzył o tym, żeby stąd wyrwać się do Nohant, do spokoju, do ciszy, do ożywczego powietrza, które mu przywracało siły utracone w ciągu zimowego sezonu; ale gdy tylko przyjechał na wieś, już po dwóch tygodniach zaczynał tęsknić za Paryżem, za przyjaciółmi, za gorączkowym życiem stolicy. Pomimo że tu miał panią Sand i jej przyjaciół, po bardzo niedługim czasie zaczynał się czuć osamotnionym, a tym samym zaczynał się nudzić. Wprawdzie na nudę miał sposób, bo komponował, ale tym niemniej odczuwał brak towarzystwa, swojego towarzystwa, tego, do którego przywykł w Paryżu, a że sam sobie nie wystarczał, że się czuł najnieszczęśliwszym, gdy był sam, a przynajmniej miał uczucie, że za dużo jest sam, zaraz się czuł nieszczęśliwym, zaraz się uskarżał na jednostajność życia wiejskiego, całkiem pozbawionego wszelkich urozmaiceń i rozrywek, i zaczynał liczyć dnie dzielące go od powrotu do Paryża, nie mogąc się doczekać tej upragnionej chwili (co oczywiście drażniło
— 54 —