ograniczać tylko do jednej ukochanej, poza którą inne kobiety już by miały nie istnieć dla niej. Tak było zawsze, nie wyłączając okresu, kiedy Chopin oficjalnie kochał się w pani Sand. Kochał ją niewątpliwie, ale kochał ją po swojemu, to znaczy, że mu to jedno przywiązanie bynajmniej nie wypełniało jego egzystencji, że w sercu jego obok tej "wielkiej miłości" było jeszcze dużo miejsca dla licznych miłości i miłostek mniejszych, mniej lub więcej przelotnych i przygodnych. Te ostatnie znów dzieliły się na dwie kategorie: na sentymentalno-platoniczne oraz na takie, które choć niedługo-trwałe, nie były ani sentymentalnymi, ani platonicznymi. W tych ostatnich ujawniał się zmysłowy temperament Chopina, który w ogóle odznaczał się wielką zmysłowością (co zresztą jest właściwe suchotnikom), ale obok tego objawiała się i wielka wada podobnego temperamentu, skłonność do zazdrości. Pod tym względem, na punkcie tego pokrewieństwa z Otellem, był Chopin, ku swemu największemu utrapieniu, zdolnym do zapamiętania, do zaciekłości. Kto wie nawet, czy nie to właśnie było jego tragedią w stosunku do pani Sand, którą kochał miłością zmysłową, której pożądał cieleśnie, a której przez siedem lat nie mógł
— 52 —
Polecamy: