kapeluszach z wielkimi rondami, a odznaczało się żałobą za paznokciami, mierziło go, choćby nawet miało być znamieniem genialności. Jako urodzony homme du monde, nienawidził wszystkiego, co trąciło modną podówczas między artystami vie de boheme, W ogóle nie znosił ludzi zaniedbanych, pomiatających formami i wychowaniem, więc o ile możności stronił od nich. Spotkawszy się z nimi, był uprzejmym i miłym, nie okazując po sobie, jak go raziło ich zachowanie się, ich brak manier, bo sam przede wszystkim "tak był dobrze wychowany, że nawet rozdrażnione nerwy, nawet cierpienia fizyczne, nawet gwałtowne antypatie, które, jak wszyscy ludzie nerwowi, miewał często i od pierwszego razu, nie brały góry nad wykwintną przyjemnością w obejściu. Jeżeli kto zdołał ją czasem pokonać, to chyba ludzie głupi, którzy go niecierpliwili nad miarę". Poza tym w stosunkach z ludźmi, w rozmowie, przeważnie ich umiał zniewalać i podbijać wesołością, niezależnie od tego, co się kryło pod nią.
W ogóle odznaczał się niesłychanym wdziękiem w obejściu. "Powierzchownie - pisze o nim jedna z dobrze znających go wielkich dam - skutkiem starannego
— 22 —