gdy najęty grajek klepał jakiegoś niemieckiego mazura i nogi sztywniały po nim, Chopin odsunął grajka i usiadł do fortepianu i już grał prawie przez całą zabawę, odrywając się tylko czasami dla zrobienia jakiejś figury lub zatańczenia kilku kół walca"."
Ale jak wielki świat paryski, tak i tamtejszy świat polski dzielił się dla Chopina na dwa światy: na arystokratyczny, trochę sztywny, i na koleżeński, bezceremonialny, złożony z przyjaciół młodości lub z samych dobrych znajomych jeszcze z Warszawy. Ten świat Plichtów, Wołowskich, Hoffmanów i wielu innych był mu najmilszym ze wszystkich; tutaj czuł się najswobodniejszym. "Jak bądź, i w najświetniejszych paryskich towarzystwach - powiada Liszt - nadzwyczaj bywał pożądany, niemniej przekładał nad nie skromniejsze owe kółka, gdzie był między swymi. Tam on niemal w kraju przebywał." Zapominał chwilami, że jest na obczyźnie.
Zdarzało mu się to czasami i w jego własnym domu, gdy podejmował u siebie grono ziomków, co czynił zawsze w sposób niezmiernie wyszukany. Przyjęcia u Chopina,
— 18 —