równym stopniu i jego nokturny, ballady, etiudy i koncerty. Z tym pierwiastkiem polskim, z tą słowiańską tęsknotą i smętkiem, z tym czymś, co tylko Polak umie odczuć w dziełach,Chopina, nie mogli sobie dać rady często i jego najlepsi uczniowie-cudzoziemcy, toteż nieraz zarzucał swym uczniom, gdy ich obsypywano pochwałami za świetną interpretację dzieł mistrza, że w nich oddali wszystko prócz tego pierwiastka polskiego, jakim były nasiąknięte, a którego cudzoziemiec nie może podchwycić, bo go nie odczuwa zupełnie. Na to nie widział sposobu, a choć nieraz bolał nad tym, to jednak miał świadomość, że kto tego pierwiastka nie miał we krwi, ten nigdy jego dzieł nie będzie grał w duchu, w jakim zostały napisane. Dlatego najwięcej spodziewał się po tych swoich uczniach i uczennicach, w których żyłach płynęła krew polska, bo oni jedni mieli przyrodzone warunki, by dobrze grać jego utwory.
Co innego, gdy chodziło o kulturę muzyczną ogólną. Pod tym względem wszystkim, bez różnicy narodowości, dawał te same wskazówki. Jak wszystkim zalecał słuchanie śpiewaków włoskich, tak wszystkim nie mniej gorąco doradzał uprawianie prócz fortepianu muzyki
— 176 —