nie pochwalił tej nadmiernej gorliwości, zalecając, by tego nie czyniła nadal, albowiem w niczym to nie posunie jej nauki. Trzy godziny według niego było maksymalną dozą, jeżeli chodziło o egzercytowanie się. Bezmyślne granie ćwiczeń, automatycznie powtarzanych po kilkadziesiąt razy z rzędu, tak jak to zalecał Kalkbrenner, który w tym samym czasie pozwalał słuchać czyjejś lektury, słowem, myśleć o czym innym, było potępiane przez Chopina, uważał bowiem, że wszelkie ćwiczenia, jak gamy, etiudy, a nawet pięciopalcówki, służyły na to przede wszystkim, by wyrobić uderzenie, uszlachetnić jego rodzaj, szczególniej gdy chodziło o pełnię brzmienia w legato, gdy tymczasem wyłączne pokonywanie trudności mechanicznych, jak w ogóle wyrabianie jedynie mechanizmu czysto zewnętrznego, psuje i znieprawia miękkość i czułość dotknięcia, co ma ten skutek, że takie wyłączne kładzenie nacisku na sprawność palców, na ich czysto mechaniczną biegłość i siłę, psuje miękkość i czułość dotknięcia, gdy chodzi o subtelne cieniowanie i frazowanie w graniu melodii. Bo piękne i namiętne frazowanie przede wszystkim mu leżało na sercu. O złym frazowaniu powtarzał on często uczniom swym trafną uwagę, że ma wrażenie,
— 169 —