w tym świecie, cokolwiek dało się powiedzieć o nim, wszyscy byli mniej lub więcej dobrze wychowani, odznaczali się wytwornym obejściem, eleganckimi formami towarzyskimi. A tego wymagał przede wszystkim.
Poza tym cały tzw. le monde, w którym sobie Chopina rozrywano, dzielił się z jego punktu widzenia na dwa światy: na francuski i na polski. "Stanowisko jego w świecie francuskim, artystycznym, nawet w eleganckim świecie modnych dam i dających ton salonów było bardzo świetne. Można powiedzieć, że było to stanowisko uprzywilejowane, bo żaden książę krwi ani żaden sławny artysta, Liszta nie wyłączając, nie był w tym wielkim francusko-kosmopolitycznym świecie paryskim ani bardziej uwielbiany, ani przyjmowany z większymi honorami aniżeli Chopin. Gdy on ukazywał się w salonie, a cóż dopiero gdy zasiadał do fortepianu, wszystko ustępowało na drugi plan, on zajmował pierwsze miejsce. A jednak mimo to wszystko wolał salony polskie: Czartoryskich, Platerów, Delfiny Potockiej, księżnej Beauvau. Wolał je, choć tam wszyscy z nim byli na stopie większej poufałości i bezceremonialności, choć tam pierwszego miejsca nieraz musiał ustępować innym. A jednak "w tych stosunkach tak
— 16 —