rozpoczynające się od kilku akordów, które prawa ręka bierze w formie arpedżia, Chopin zaraz po tych kilku pierwszych taktach aż podskoczył na krześle, zapytując trochę niegrzecznie: "A to co? czy to pies zaszczekał?" {Qu'estce? Est-ce un chien qui vient d'aboyer?). Tak twarde wydało mu się uderzenie, które - jak twierdzi owa uczennica - z pewnością by nie raziło dzisiejszych europejskich fortepianistów. Ale bo też o uderzenie, o jego wydoskonalenie chodziło Chopinowi najwięcej. Był to jakby punkt wyjścia, jakby kamień węgielny jego całej metody nauczania, dążącej do niesłychanego wykończenia gry, wykończenia w najdrobniejszych szczegółach technicznych. "Praca nad wyrobieniem pięknego uderzenia - opowiada Kleczyński - była jedną z najważniejszych podstaw Szopenowskiej pedagogiki. Szczegół ten, stanowczo rzec można, wyróżnia już Chopina metodę i tradycję gry od tylu innych. Wszyscy wprawdzie uznają potrzebę pięknego uderzenia i pracują nad nim, lecz nieraz silne i zbyt nadużywane studia techniczne odbierają grze śpiewność i poezję i niszczą lub psują ten ważny szczegół techniki: dotknięcie. Chopina cała istota przejęta była poczuciem najwyższej estetyczności formy; również i jego utwory
— 156 —