słowem, gdy był dobrze usposobionym i przy swych zwykłych siłach, wtedy z wielką ochotą zasiadał do instrumentu, a gdy zasiadł już raz, to czasami grał cały szereg utworów bądź swoich własnych, bądź cudzych, a grał z taką siłą tonu, z takim natchnieniem i polotem, z taką brawurą i świetnością, że śmiało można twierdzić, iż tylko uczniowie Chopina, ci, którzy go słyszeli grającego podczas lekcyj, mieli należyte pojęcie o Chopinie jako pianiście, o jego niezrównanej sztuce wirtuozowskiej, o której nawet jego koncerty nie dawały dostatecznego wyobrażenia. Tylko wtedy grał z całą swobodą, bez śladu zdenerwowania, co oczywiście miało olbrzymi wpływ na pewność i doskonałość interpretacji. Nigdy też w takich razach nie czuł się zmęczonym, tak że czasami grał po kilkanaście rzeczy jedną po drugiej, niektóre powtarzał po parę razy dla tym dobitniejszego pokazania, jak powinny być modulowane, a wszystko grał z pamięci, nigdy nie zaglądając w nuty. Opowiada pani Streicher, że na jednej lekcji zagrał czternaście preludiów i fug Bacha, a gdy ona podziwiała go, że je wszystkie tak miał w pamięci, on odrzekł: Cela ne s'oublie jamais - po czym, uśmiechając się żałośnie, dodał: Depuis un an je n'ai pas étudié un
— 153 —