warunkach dawał 5-6 dziennie po 20 franków za godzinę. To była jego zwykła cena, choć miewał i lekcje droższe, podobnie jak miewał i takie, za które mu płacono mniej lub których w ogóle udzielał bezinteresownie, choć z tego ostatniego przywileju pozwalał korzystać jedynie swym niezamożnym ziomkom. Zajęcia tego wcale nie uważał za nieznośny ciężar dźwigany z musu i z przykrością, ale w nim, przeciwnie, znajdował pewne upodobanie, z którym się wcale nie taił, byleby tylko miał do czynienia z uczniem pojętnym i chętnym.
Jako człowiek wykwintnych manier, graniczących aż z nieco afektowaną elegancją, był Chopin ze swą wrodzoną dystynkcją, ze swym wychowaniem salonowym, jakby stworzonym na nauczyciela w wielkim świecie lashion'u. Jakoż stał się nim rzeczywiście, i to niemal wyłącznie, zwłaszcza gdy chodziło o uczennice, między którymi prawie wszystkie, z bardzo nielicznymi wyjątkami, rekrutowały się z najwyższych sfer towarzyskich. Inaczej było z uczniami, między którymi przeważała młodzież z talentem, kształcąca się na fachowych pianistów. Bo jak w eleganckim świecie paryskim stało się modą, by każda
— 144 —