usposobiony, powiedz więc temu, kto cię przysłał, że grać nie będę". I odprawiwszy go z kwitkiem, oczywiście ku niesłychanemu zdumieniu kamerdynera, położył się do łóżka. Że Chopin wiedział doskonale, co myśleć o różnych pochwałach i zachwytach, którymi go darzono wśród arystokracji paryskiej, najlepiej świadczy następujące opowiadanie Józefa Brzowskiego o przyjęciu w Saint Gratien u margrabiego de Custine: "Po wokaliach zaprosił markiz Chopina. Nie potrzebuję wznawiać skreślenia wyrażeń, którymi on poił słuchaczy. Grał zaś nową swą podówczas Etiudą As-dur, początek drugiej Ballady i Etiudę i-moll. W powszechnym zachwyceniu rozsiadłe po różnych kątach salonu towarzystwo jednomyślnie zażądało słyszeć mazurka. Natychmiast uczęstował ich Chopin jedną ze swych narodowo-sielskich poezji, potem zaś, jakby wieszcz natchniony, zabrzmiał jakąś pieśnią wojenną. Była to improwizacja. Cudna tej pieśni melodia i ognisty odcień, z jakim ją wykonał, zelektryzował legitymistyczne dusze, zasypiające nieledwie pod brzemieniem tęsknych uczuć, które mazurek opiewał. Gdy skończył i wstał od fortepianu, wszystko podniosło się z miejsc i okoliło triumfującego wirtuoza; a ponieważ wszystko musiało w
— 14 —