dzieł Beethovena poważanie, niemniej tu i ówdzie coś mu się zanadto z grubsza ciosanym wydawało; budowę też ich nieraz nadto atletyczną znajdował, uniesienia zbyt rozpasanymi, namiętności kataklizmu już bliskimi; ten, że tak powiem, lwi szpik, który tam każde myśli wyrażenie przenika, dla niego zbyt pożywną był strawą; seraficzne zaś w rafaelowskim stylu profile, wynurzające się spośród przepotężnych geniusza tego pomysłów, chwilami swym przeciwieństwem, krzyczącym niemal, rzec można, przykre mu były". Podobnie miała się rzecz z Schubertem. Pełen zachwytu dla jego pieśni, choć nie wszystkich, i dla niektórych dzieł fortepianowych, jak Divertissement hongrois, marsze i polonezy na 4 ręce, które często grywał ze swymi uczniami, co do innych, jak sonaty, impromptus, moments musicaux etc., znowu miał niemało zastrzeżeń, jakkolwiek podziwiał ich melodyjność i bogactwo inwencji. "Pomimo wdzięku - pisze w tej kwestii Liszt - który pewnym Schuberta melodiom przyznawał, niezbyt chętnie słuchał znowu takich, których zarysy dla jego ucha nazbyt były ostre, w których uczucie jakby obnażone wygląda, w których czuje się niejako drganie i trzeszczenie kości pod naciskiem bólu. Raziła go też artystyczna nierówność tych
— 131 —