mówiąc jak urodzony chłop z Kujaw lub Mazowsza. Pod tym względem jak w swej muzyce umiał odgadnąć ducha pieśni ludu polskiego, tak w chwilach wesołości znakomicie potrafił naśladować zwroty i maniery. Oczywiście, że dar ten, tym drogocenniejszy, że produkowany przed wygnańcami na obcej ziemi, bo ich tym samym myślą przenosił "na ojczyzny łono", za którą tak byli stęsknieni, już sam wystarczał w zupełności, by Chopinowi zjednać niezwykłą sympatię wśród emigrantów. Cóż dopiero gdy się zważy, że Chopin jako geniusz muzyczny, cieszący się sławą wszechświatową, był chlubą emigracji, w której zajmował pierwszorzędne stanowisko, i że swym całym postępowaniem wciąż potęgował to uczucie sympatii i czci, jakie i bez tego budził wśród ziomków. Przede wszystkim uważał się za emigranta, solidaryzował się z emigracją. Choć z kraju minął o swej godności. Tak nie było nigdy, nawet w odniesieniu do takich domów jak Czartoryskich. Pewnego wieczoru na przykład miał grać w Hotelu Lambert. Gdy goście już byli zebrani, a Chopin nie przybywał, posłano po niego... lokaja. Chopin ubierał się właśnie, lecz dotknięty niemile, że go wzywano przez służącego, oświadczył temuż: "Jestem dziś nie
— 13 —