za to spał spokojnie w nocy. Ostatniego dnia całkiem już odmłodzony wracał do Nohant, a praca potem szła mu jak z płatka. Ale nie zawsze można było wymóc na nim, by wstał od fortepianu, który częstokroć był dlań raczej źródłem utrapień niż rozkoszy". W ten sposób, po takich trudach porodu napisane kompozycje, często pełne omyłek, opuszczeń, fałszywej numeracji, chował następnie na dłuższy przeciąg czasu do szuflady, ażeby się tam odleżały do chwili, w której by już z zupełnym obiektywizmem mógł powrócić do nich. Wtedy je wygładzał ostatecznie, przepisywał na czysto, po czym je dawał do przepisania raz jeszcze swym przyjacio: łom lub uczniom: Fontanie, Wolffowi, Tellefsenowi, Mikulemu i innym, i dopiero te ich kopie, przejrzane i poprawione, posyłał do druku.
Gdy już zostały wydane, przestawał troszczyć się o nie, a choć wiedział, że nie "sprzedają się" tak jak mnóstwo banalnych kompozycji jego współzawodników w sztuce, to jednak nie robił nic ze swej strony, by je spopularyzować. Reklamą, w jakiejkolwiek by to było postaci, gardził, a czynił to w tym przeświadczeniu, że własna ich wewnętrzna wartość dostatecznym dla nich jest
— 124 —