ocenionym należycie. I te triumfy zupełnie zdawały się zaspokajać jego artystyczne ambicje.
Co nie ulega wątpliwości, że nie lubił występów publicznych, że go najmniej nęciła sala koncertowa wypełniona anonimowym tłumem, że dać koncert - to było nieszczęście, któremu poddawał się z największym przymusem i niechęcią. Bardzo subtelnie charakteryzuje go pod tym względem Oskar Kolberg: "Jakkolwiek sława każdy krok Chopina znaczyła, nie stracił on jednak wrodzonego mu przywiązania do ciszy. Inni pragną zgiełku, przebiegają świat, szukając nowych i coraz bardziej piorunowych oklasków, z nową coraz żądzą wyszukują tych wrażeń palących, jakie daje tłumem napełniona sala, tłumem, na który nieraz pogardliwie spoglądać muszą, żebrząc go jednak o łaskę i względy. Chopin niechętnie dawał koncerty, jakkolwiek każde jego przemówienie publiczne było uroczystością, świętem dla muzykalnego świata Paryża. Ten zgiełk, wrzawa oklasków nużyły go tylko; nie znajdował on w nich owego upojenia, które tak odurza artystów. Ukochał on sztukę dla sztuki tylko, nie dla sławy nawet; czcił ją i wielbił, a kłamany zapał
— 114 —