F.Chopin sitemap

by nikt nie śmiał przerwać banalnym oklaskiem, cisza, klóra może trwałaby nie wiedzieć jak długo, gdyby nie przeraźliwy świst, niby Mickiewiczowski zgrzyt żelaza po szkle, na który wszyscy, wyrwani z czarodziejskiego złudzenia, aż zrywali się ze swych miejsc. To Chopin jednym palcem przejeżdżał po całej klawiaturze: zwyczaj, którego się stale trzymał po każdej improwizacji, jakby chciał się uwolnić od własnej wizji. Był to znak, że skończyły się marzenia, a przychodziła kolej na powrót do rzeczywistości, do życia. Po tym dysonansowym sygnale, nim słuchacze zdołali się opamiętać, nim zdążyli podejść do niego, by mu podziękować za artystyczną rozkosz, którą sprawił wszystkim, zdarzało się nieraz, że podbiegał do lustra, przejrzał się w nim, poprawił włosów, a gdy się odwrócił ku zgromadzonym, już go poznać było trudno, bo w mgnieniu oka potrafił przeobrazić się to w jakiegoś karykaturalnego Anglika-turystę, to w którąś z powszechnie znanych osobistości. Wobec takiej metamorfozy nie pozostawało nic innego, tylko śmiać się serdecznie, o co właśnie Chopinowi chodziło. Te zabawne "poliszynele", następujące bezpośrednio po natchnionej improwizacji, raziły niektórych jako zbyt nagły przeskok

← poprzednia strona
powrót
następna strona →

— 110 —

Copyright © 2008 FChopin.info • All Rights Reserved
koszulki • pkv • Przewody hydrauliczne • datta os • ogłoszenia
biogenix księgarnia językowa informacje pasieka Dąbki przeprowadzki

wiersze euro to dollar pozycjonowanie Kraków hosting tresura psa serwery wirtualne 3d linux porady prawne Warszawa