bolało, że dlatego przy każdej sposobności dobitnie starał się zaznaczyć swą polskość, swą przynależność do polskiej narodowości, swój charakter polskiego emigranta na paryskim bruku. Stąd poszło, że niektórzy Francuzi, jak margrabia de Custine, przezywali go Poloniaiseur, inni zaś, jak Balzac na przykład, mawiali o nim, że jest bardziej Polakiem niż Polska sama. (Chopin est plus Polonais que la Pologne1). Świadczy to bądź co bądź, że zaprzyjaźnieni z nim Francuzi doskonale sobie zdawali sprawę z jego gorącego patriotyzmu. Już to w ogóle, gdy się znajdował między cudzoziemcami, zawsze podkreślał swoją odrębność narodową, na którą kładł szczególny nacisk, tak jakby chciał przypomnieć tym, co o tym zapominali niekiedy lub zdawali się nie pamiętać dostatecznie, że mają z Polakiem do czynienia, i to gorącym patriotą polskim. W rozmowach z cudzoziemcami, ilekroć rozprawiano o zaletach języków nowożytnych i porównywano względną ich wartość, pod niebiosa wynosił język macierzysty, nie mogąc się nachwalić jego dźwięczności, sławiąc dosadność, bogactwo i obrazowość jego wyrażeń tudzież pieszczotliwość połączoną z męską siłą i dzielnością. Jak stwierdza Liszt, "przyjemność mu
— 11 —