wyraz zachwytu i niemego podziwu. - Jak pięknie mówiłaś pani o tym - odezwał się Chopin. - Jeżeli tak - odparła - to przetłumacz pan moje słowa na język muzyki. - Siadłszy do fortepianu zaimprowizował Chopin cudną symfonię pastoralną, idyllę uwitą z najpiękniejszych melodii sielskich. A wyśpiewał w niej wszystko: i wdzięk pełen prostoty, wdzięk ustronia wiejskiego ujętego w ramy ciemnych lasów, i smugi zielone, i bujnym zbożem pokryte łany, i łąki zasłane kwieciem różnobarwnym, i echa piosnki pastuszej, i modrą toń jeziora. Wszystko to przesunął przed oczyma rozmarzonych słuchaczy. Gdy skończył, pani Sand, powstawszy z miejsca i dotykając z lekka ramienia artysty, rzekła: - Cour rage, cour rage, doigts de velours]"
Że podobne improwizacje robiły wielkie wrażenie, że wytwarzały niezmiernie podniosły nastrój, że wszystkich nie tylko przyprawiały o niewysłowiony zachwyt, a nawet o łzy w oczach, ale i o stan jakiegoś melancholijnego upojenia i rozczulenia, które niekiedy graniczyło z wniebowzięciem, a w każdym razie równało się tęsknej zadumie, o tym nie potrzeba się rozwodzić. Toteż gdy umilkł ostatni klawisz, w sali zapanowała cisza, której
— 109 —