podobna geniusz wszystkich improwizatorów muzycznych, jak np. Hummla, Mozarta, Beethovena i innych, zebrać razem i położyć na jednej szali, a geniusz improwizatorski Chopina na drugiej, to nie wiadomo, która by przeważyła. "Miał zwyczaj - pisze Fontana - gdy nie był zaproszony na wieczór do przyjaznego sobie domu lub na jakie świetniejsze zebranie, gasić świece, siadać do ulubionego fortepianu i po dwie, a czasem więcej godzin wykonywać fantazje pełne najszczytniejszych myśli, najgłębszych pomysłów, zwrotów, figur, rulad i pasaży, zdumiewających nowością, a co większa, w niczym nie przypominających drukowanych jego utworów. Tak obfitym był w nim zdrój natchnienia, tak bogata wyobraźnia, tak niewyczerpanym dar produkcji, że wszystko, co pisał i komponował, słabym tylko było refleksem tych doraźnych kompozycji wieczornych."
Nie mniej świetnymi bywały jego improwizacje wobec doborowego grona przyjaciół, zwłaszcza gdy wśród zebranych nie brakło pięknych kobiet. Wtedy, uproszony, by zasiadł do fortepianu, Chopin, jeśli czuł się dobrze usposobionym, wszystkich potrafił rozmarzyć, ba, do łez rozrzewnić natchnioną improwizacją. Najczęściej
— 107 —