osiągnięcie tych przymiotów gry szalenie wykończonej, pełnej niewysłowionej wytworności. Akordy, arpedżia, które tak przerażały drugich w jego utworach jako szkopuły nagromadzone, dla niego nie przedstawiały żadnych trudności. Nikt też nie posiadał takiej piękności i głębokości tonu jak on. Gdy na przykład grał z Moschelesem jego Duet na dwa iortepiany, przewyższał słynnego wirtuoza siłą i blaskiem uderzenia. A jednak fortissima używał rzadko kiedy, a nie nadużywał go nigdy, na ogół grając spokojnie, z powściągliwością i miarą. Za to w śpiewie potrafił wydobyć olbrzymi ton z instrumentu. Spięw ten w braku siły fizycznej wykonywał za pomocą zdumiewającego legata. Przy czym palce trzymał wyciągnięte poziomo, więcej zdając się głaskać niż uderzać klawisze. W ogóle tak mądrze gospodarował swoimi środkami, jakie posiadał, że nikt nigdy nie zauważył jego bardzo oszczędnego szafowania siłą. Ale bo też jego piano niekiedy bywało tak mocno cieniowane, tak urozmaicone i pełne najsubtelniejszych niuansów, że dla wywołania pożądanego kontrastu wcale nie potrzebował używać zbyt akcentowanego forte. Ażeby zrobić wielkie wrażenie, wystarczało mu użycie pianissima i odpowiednie
— 103 —