Przecież dzwony biły nie tylko powinowatym, przyjaciołom i znajomym Chopinów. Jęk dzwonów parafialnych rzymsko-katolickich kościołów warszawskich Ś-go Jana, Ś-go Krzyża, Ś-go Aleksandra, Ś-go Andrzeja i Panny Marii oraz kościołów Wolskiego i Pragskiego, a i tych klasztornych od Bernardynów, Kapucynów, Reformatów, Paulinów i Franciszkanów towarzyszył dzień w dzień wszystkim godzinom popołudnia, przeznaczonym na eksportację, zwielokrotnione teraz w okresie trwającej cholery, której niby druhny asystowały trapiące nie od dziś Warszawę "gryppa", odra, róża, a do tego zapalenie ważniejszych trzewiów. Zostawmy jednak ten straszny orszak, nic z godowym nie mający wspólnego, choć obchodów ślubnych to wiele nie było, mało bo kto śpieszył się do owej chwili...
"Gdy w ciągu ziemskiej wędrówki leniwej, Raz blaskiem Niebios rozjaśni się życie,
Gdy przed Ołtarzem młodzieniec szczęśliwy, Słucha słów narzeczonej, słyszy serca bicie!..."
— 30 —