Ileż tedy łez matki, rodzeństwa, krewnych i przyjaciół tak przy wyprowadzeniu, jak i przy pochówku w katakumbach powązkowskich. A w żałobnym regestrze Warszawian znalazła się w pierwszym kwartale również i pani Józefa z Truskolawskich Ledóchowska, emerytka, wielka "traiczka" Sceny Narodowej, zaliczona w poczet artystów już w 12-ym roku życia. Któż ze starszego pokolenia nie pamiętał jej w Schillera Dziewicy Orleańskiej i w Cydzie Corneille'a? Któż nie chlubił się tą, której imię "nietylko u nas stało się rozgłośnem, zabrzmiało ono nad brzegami Tamizy, a ziomkowie jenjalnego Szekspira umyślnie zjeżdżali do Warszawy, aby ujrzeć naszą Artystkę w roli Lady Machet", przyznając jej przewagę "nad ową sławną Mistris Siddons, angielską Aktorką, która przedstawiała tęż samą rolę". Pani Ledóchowska "zamknęła oczy" w dniu środowym 14 marca w swym mieszkaniu przy ulicy Senatorskiej Nro 497, w sobotę zaś, o godzinie 4-ej po południu, zarówno wielbiciele jej talentu, jak i koledzy ponieśli ją na własnych barkach od kościoła Bernardynów aż na same Powązki, gdzie nie tylko pożegnano ją hymnem Salve Regina pana Tomasza Nideckiego, ale i "ostatnim datkiem na świecie, garścią piasku i łzą".
— 29 —