dobrej myśli!" A i najbliżsi też go, jak mogli, oszczędzali i nawet... donosili, że cholery to się wcale a wcale nie boją. Nie wiedzieli wszystkiego, niepokój jednak o zdrowie Fryderyka towarzyszył jego rodzinie poprzez wszystkie lata. Rok ustępował za rokiem, nie ustępowała troska, owszem powiększała się jeszcze, żeby z nadeszłym rokiem 1849 stawać się stopniowo zmartwieniem spędzającym sen z oczu. A rok wszak 1849 został był nie tylko spadkobiercą, i to bogatym, roku Wiosny Ludów, przypadła mu bowiem w sukcesji i cholera-morbus, od której to - jak już wiemy - chciała się Warszawa madrygałami wyprosić. Od czasu zaś pochówku pana Mikołaja żniwo śmierci tak osób znacznych, jak i osób należących do bliższego otoczenia rodziny Chopinów było - nie wliczając nawet roku cholerycznego 1848-go - i tak już dość obfite, żeby wspomnieć choćby zmarłych w 1845 roku, więc powszechnie lubianego Stanisława Węgrzeckiego, trzykrotnego niegdyś prezydenta miasta stołecznego Warszawy, Aleksandra Henryka Reinschmidta, Sędziego Pokoju, ojca Józefa Reinschmidta, przyjaciela Fryderykowego, ożenionego z Klarą Magnuszewską... a dalej oto i samego Dominika Magnuszewskiego, też serdecznie zaprzyjaźnionego z
— 21 —