dusiła nie tylko piękne widoki szkockie, ale i chore płuca, a i obezwładniała umysł nudą i melancholią, a przy tym... częste zmiany pobytu, codzienne etykietalne obiady i poobiednie w salonie koncerta - niepomiernym były ufatygowaniem, po których to właśnie koncertach, z grzeczności odprawianych, nowy służący, poczciwy Daniel, odnosił chorego po schodach, na piętro, do sypialni, rozbierał, kładł, zostawiał świecę i wtedy już wolno "dyszeć i marzyć aż do ran[a] póki się znów toż samo niezacznie". A jak już nawet gdzieś przyzwyczaić się przyszło - przyjaciółki, Szkotki, przyjeżdżały, zabierały, po familii woziły... "(...) one mnie przez dobroć zaduszą, a ja im tego przez grzeczność nie odmówię" - zwierzał się Fryderyk Wojciechowi Grzymale. I jeszcze w innym liście do Grzymały: "Poczciwe, ale takie nudne, że niech P. Bóg chowa!..." Gdzie by zresztą nie był - tam za nim panna Stirling i pani Erskine "przyciągną" i "to może myśl komu dało", że się żeni, a tu przecież potrzeba by było "fizycznego jakiego attrait", gdy tymczasem za bardzo do Fryderyka "podobna ta co nieżeniata. Jakże się z sobą samym całować!..." Zresztą gdyby się nawet i zakochał w kimś i znalazł wzajemność, i tak by się
— 18 —