dowiedziała się wtedy pani Justyna, że jej jedynak już w ostatnich dniach maja onego 1848 roku pluł krwią, że cierpiał na nerwy, że męką było pisanie listów, że pióro "się pali pod palcem..." W długim liście do rodziny, adresowanym na matkę: "Madame Madame Chopin, a Varsovie (Pologne), par Berlin. Ulica Nowy Świat, w domu JP. Barcińskiego, obok Bentkowskiego, niedaleko Wareckiej ulicy", a pisanym pod datą 19 sierpnia wspomnianego 1848 roku - o wszystkim było, o wszystkim ze szczegółami, więc i o trzymiesięcznym pobycie w Londynie, i o stolicy Szkocji Edynburgu, gdzie to przypadkiem usłyszał, przechodząc, w jednym z magazynów muzycznych niewidomego jakiegoś grającego jego mazurka... i o pobycie w Calder-House, u lorda Torphichen, szwagra panny Stirling i pani Erskine. O wszystkim, bo nawet i o sprawach pani Sand, ale nie o swym zdrowiu. I tylko idealnym warunkom gościny w wielkich rezydencjach i niemal stałej, czujnej opiece zaprzyjaźnionych z Chopinem Szkotek przypisać należy, że przy pogarszającym się nieuchronnie zdrowiu zdobył się on jeszcze na koncert w dniu 28-ym sierpnia w Manchesterze i w miesiąc później, 27 września, w Glasgow, a w dniu 4-ym października w Edynburgu... Wszelako mgła, którą tu słońce "nie bardzo napastuje",
— 17 —