Brak wiadomości od Ludwiki tym bardziej zmuszał do zgadywania terminu jej przyjazdu, wszelako po Nowym Roku toć już z dnia na dzień oczekiwano...
Którego dnia, przy zadymkowej wtedy pogodzie, stanęła na granicy prusko-rosyjsko-austriackiej na Śląsku, Bóg raczy wiedzieć, pewnym natomiast jest, że w owych trój granicznych, zwanych trójkątem trzech cesarzy Mysłowicach, w lęku przed celnikami i policją rosyjską o listy George Sand do Fryderyka, oddała je na przechowanie znajomemu rodziny Chopinów, a może i przyjacielowi, nam zaś dzisiaj wiadomemu na tyle, że był wspólnikiem Domu eksportowego w tej miejscowości.
Nie byłoby jednak na świecie depozytariusza, któremu by Ludwika powierzyła skarb nad skarby, jakim było Fryderykowe serce. Nie mogąc do paskiewiczowskiej Warszawy przywieźć zwłok brata, wiozła z sobą jego serce, wiozła zabezpieczone w szklanym słoju ze spirytusem, z trwogą ukrywając je na trój granicznym punkcie pod włosianką krynoliny.
W Warszawie tymczasem śnieg można już było mierzyć "na
— 146 —