się musiało zadość, świąteczne "temata" tedy zajęły miejsce dotychczasowych, nawet więc i pamięć zgonu Chopina, tak żywo zajmująca serca i umysły ziomków genialnego Artysty, że wydawało się, iż Requiem Mozarta wykonane w Paryżu, w dniu pogrzebu, zdolne jest jeszcze zagłuszyć toż samo sławne Requiem wykonywane przez artystów i amatorów w dniu 11-ym listopada u XX. Augustianów, na nabożeństwie za duszę "Śpiewaka i Nestora" Opery warszawskiej, Jana Szczurowskiego... nawet więc i pamięć śmierci Chopina pozbyła nieco kirów, jako że w te święta, radosne z natury, nawet uśmiech przezierać potrafi przez łzy... i owa kropla oliwy, ów balsam pociechy, nawiedzi "po kolędzie" serca nawet najbardziej osierociałe i zbolałe. Dobrze zaś, że choć cholera nie dziesiątkuje w Warszawie ludzi. Jeszcze w pierwszej dekadzie grudnia znalazła dwie ofiary - wszelako w dzień wigilijny można było z westchnieniem ulgi powiedzieć: "dziś już jej dzięki BOGU nie ma wcale". Nie było jej już i w całej guberni warszawskiej. A nie było jej też, dzięki Opatrzności, i to od dość już dawna, i w Paryżu, tak że "dziś już zapomniano prawie o tej pladze", która latem do kilkuset osób dziennie zabierała. Tak zaś jak w Warszawie, pozbywszy się
— 141 —