najbliższych przyjaciół Zmarłego. W chwil kilka po zgonie, zanim się jeszcze znajomi rozeszli - radzili Ludwice, "aby usunąć co można papierów i rzeczy potrzebnych bo nazajutrz opieczętują wszystko a papiery może sam konsul przybędzie przeglądać". W momencie więc, "kiedy serce ledwie nie pęka z żalu" - jak napisze później w swym Wyznaniu Ludwika - przyszło "zbierać rzeczy przekładać i przenosić rozmaite papiery", więc i ukryć kasetkę z listami pani Sand, gdzie były i "pieniądze z których wydawał codziennie", zabrać wszak trzeba było "i ten zegarek który ciągle nosił i ostatnią jego chwilę wskazywał, aby nie dostał się pod pieczęć zkąd nie wiedzieć coby się z nim stało..." Posądzili ją tam niektórzy "o interesowność"... "Wszystko to znieść trzeba było". Już nazajutrz po zgonie dała z tych Fryderyko wy ch pieniędzy 6000 franków na pogrzeb, a trzeba też było ciało "ganaliżować", jak sobie życzył, że zaś "przyjaciele chcieli mu robić muzykę" i pogrzeb musiano odłożyć - ciało stało w domu dłużej, a potem "w grobie w Magdalenie", czyli w podziemiach tego kościoła, gdzie się codziennie za jego duszę msza święta o godzinie 10 z rana odprawiała. Zanim też pomyślała
— 136 —