Urażona miłość własna, kto wie, może i podsycana wzrastającą z dnia na dzień zazdrością, że żona pozostaje wśród osób, których "nie znosił", doprowadziła Kalasantego do stanu jakiegoś zapamiętania, a tym samym do stopniowego odsuwania się od rodziny żony. A przecież gdyby był wszedł w intencję Ludwiki, gdyby zrozumiał, że wezwany przez nią do Paryża przyjechałby, jak i tak "już wszystko będzie skończone", że poza tym i trudności paszportowych nie zabrakłoby i o nowy grosz na drogę trzeba by matkę i Barcińskich prosić, a wszak już na podróż w lipcu dali 5000 złotych i nawet "nie żądała Mama rachunku" od Kalasantego... Gdyby wszelako, mając urazę do żony, mściwości nie obrócił ku jej rodzinie, gdyby "o wszystkiem co trzeba łącznie z niemi myślał i rozmawiał, ale nie z obcemi", byłby mógł do osamotnionej i tak potrzebującej wtedy rady i opieki Ludwiki "i przyjechać i ku ogólnemu dobru działać..."
Stało się inaczej. Kielich goryczy, który przyszło Ludwice wychylić z momentem śmierci Fryderyka - nie był jeszcze widać spełniony do dna. Trudności zaczęły się piętrzyć, mimo nawet całej dobroci i pomocy ze strony
— 135 —
Polecamy: