Fryderyka okazał tyle poświęcenia... zaślepiona miłość własna pozbawiła tego człowieka wszelkich uczuć ludzkich dla żony i szacunku dla jej zmarłego brata. "W każdym liście - jak wyzna później Ludwika - nic jak wyrzuty bolesne, dotkliwe wyrażenia ubliżające pamięci najdroższego brata..." Mało tego! W gniewnym uniesieniu rozpowiadał obcym ludziom (o, bodajby był rozpowiadał raczej o urządzanej w Wersalu wspaniałej, o 9-ciu katedrach, szkole Agronomicznej, o której wszak nasłuchać się musiał w Paryżu!) o Fryderyka "długach ogromnych których nie miał", a które się tylko Kalasantemu "być pewne zdawały". Dług, który miał na myśli, dawno właścicielowi został zwrócony. "Każdy tam wiedział - napisze kiedyś w swoim liście-wyznaniu do męża Ludwika - że Fr.fyderyk] długów nie miał żadnych..." To Fryderyk właśnie, nie dbający nigdy o pieniądze, rozpożyczał i rozdawał chętnie swój ciężko zapracowany grosz potrzebującym nieraz pomocy rodakom, o czym to nawet wspomniał w artykule żałobnym znający dobrze Chopina Hektor Berlioz. Zaciągnięta przez Fryderyka mała pożyczka, taka, "iż ją łatwo zaspokojić można było ", a którą się trapił w rozmowach z Ludwiką - nic wspólnego nie miała z urojonymi przez
— 133 —