Kalasanty do przykrości i wymówek, jakie czynił konającemu już prawie człowiekowi, czy przyznał się do monitowania Fryderyka, choćby to i było "przez troskliwość" i "z przywiązania" do żony (jak zapragnie później, sama nawet przed sobą, wytłumaczyć męża Ludwika), za owe długie godziny nocnych pogawędek z siostrą...
Przyszło teraz tylko wyczekiwać na listy (lecz... "Pas de nouvelles - bonnes nouvelles") i zaopiekować się dziećmi, żeby ulżyć Kalasantemu, i... bo mu się grosza przyoszczędzi. I ludziom trzeba spokojną twarz pokazać i za okazywane współczucie z serca podziękować, a w tych dniach właśnie jest w Warszawie pan Feliks Wodziński, z Chlewni przyjechał i "stanął" na Długiej pod Nrem 570, i pani pnorata Dziewanowska zjechała z Szafami, zatrzymała się zaś na Bielańskiej Nro 601, w Hotelu Krakowskim, lada chwila tedy drzwi się mogą otworzyć... I o obowiązkach Opiekunki zakładu osierociałych wychowańców Towarzystwa Warszawskiego Dobroczynności nie wolno Izabelli zapomnieć, więc tłumiąc łzy odbyć trzeba w sobotę, 13 października, drugi z kolei dyżur na Wystawie fantów w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności,
— 105 —