była zdolną uwolnić się też choćby od obrazu zjawiska, jakim były w dniu 18-ym grudnia trzy tęcze nad miastem Błoniem ukazałe, które przecież mimo całej świetności kolorów - niepokoiły swym kierunkiem, albowiem szły... "iedna od północy na południe, a dwie ze wschodu na zachód..."
Nic tedy nie było w stanie poprawić opinii roku 1844-go i każdy rad był go żegnał, a niejeden i końca jego widno że doczekać nie chciał, jak choćby zmarły w drugi dzień Świąt brat przyrodni księdza Dekerta, urodzony więc z Jana Dekerta, niegdyś, za czasów stanisławowskich, prezydenta miasta Starej Warszawy, i Marianny z Marcinkowskich, 80-letni Filip Dekert, bezżenny, zamieszkały przy ulicy Kanonia 75137, w pogrzebie zaś którego nieochybnie wzięli udział, jako przyjaciele Dekertów, zarówno Jędrzejewiczowie, jak i Barcińscy.
Czyniąc zaś bilans spraw zaistniałych w teraźniejszym roku, nawet i ci, którzy nie ponieśli tak bolesnej straty jak rodzina Chopinów mówili o roku owym: "Żegnaiąc go na zawsze, oddaiąc mu sprawiedliwość w tern co dla nas
— 159 —