wstąpić choćby do "kolosalnego handlu" panów Brünnera i Spółki przy ulicy Nowiniarskiej, wprost filarów (zaś "podobnych handlów nawet w stolicach Europy nie wiele"), a "oko zachwyci się przechodząc tysiączne manatki gospodarskie, gotowal-niane, sportu i komfortu", a także olbrzymie iloście kosmetyków "do podwyższenia wdzięków naturalnych". Cóż zaś może być milszego nad rękawiczki, tę "część ubioru, która w wiekach rycerskich pod nazwą rękawicy tak ważną grała rolę, drobnieiąc później i w postaci i w imieniu", a przecież nic nie tracąc "na wziętości dawnej". Rękawicę wziął za przedmiot swej szczytnej poezji sławny Szyller, a Scribe napisał komedię Żółte Rękawiczki "i w samej rzeczy nie błahej to wagi przedmiot żółte rękawiczki; rękawiczka żółta iest dziś prawdziwem vade mecum każdego Mężczyzny lub Damy maiących iakąkolwiek pretensję do elegancji". Zresztą... "bez rąk czemby byli ludzie?" A "bez rękawiczek czem byłyby ręce?" Co więcej... "ręka bez rękawiczki iest to pałasz bez pochwy..." A już rękawiczek krocie to u rękawiczników: Floriana Rucińskiego, Krakowskie Przedmieście Nro 389, u Kischauera, pod filarami Teatru Wielkiego, u Ułasiewicza, przy rogu Wierzbowej i Niecałej, u Letronne'a (niegdyś
— 148 —