europejskie obcymi nie były, tedy i świat takiemu stał otworem.
Do rozmokłej zaś Warszawy, gdzie to od wilgoci, nawet i w najstaranniej opatrywanych przed deszczem posesjach, ozdobne z soli wieliczkowskiej wyroby, na półeczkach i konsolach porozstawiane, "topniały prawie widocznie i w objętości malały; gdy tymczasem spływaiąca z nich woda, solą przesycona, okrywała oboczne sprzęty i tworzyła na nich różne krystalizacje" - do takiej Warszawy zdążali wszelkiego rodzaju wehikułami nie tylko przypadkowi, na palcach u jednej ręki dający się policzyć egzotyczni czy zagraniczni goście, lecz ziomkowie, i to gromadnie, bo "to tylko pewna, że ktokolwiek zamieszkał Warszawą, iej zwyczaie poznał, szlachetnej gościnności Obywateli i mieszkańców doświadczył" - "ten najpewniej bez miłej chęci powrotu murów naszych nie opuści" i nawet jeśli i wiosnę, i lato przepędzi za granicą - powrócić tu na zimę, jak gdyby do rodzinnego gniazda, musi.
A zima, choć wydawało się jeszcze w połowie października, że puka do bram Warszawy - zatrzymała się
— 131 —