martwił się Fryderyk... Przypuszczać wszelako należy, że trudy podróży zniosła Ludwika dzielnie, choć zdrowie miała na pewno delikatne, jak to poświadczą przyszłe a niedalekie lata, zastała natomiast w domu dzieciska albo chore jeszcze, albo zdrowiejące już po jakiej odrze, albo po chorobie "Kruppe", a może skrofuły się odezwały, nie bez kozery bowiem Fryderyk w swym liście z Nohant, pisanym 31 października zapytuje, będąc jak gdyby z góry pewnym pomyślnej odpowiedzi: "Twoje dzieci także zapewne już wyzdrowiały". Nie chorował pewno jednak Henryś, skoro po swoim powrocie do Warszawy wyprawiła Ludwika malca - jak doniósł Chopin o tym pannie de Rozieres w liście z dnia 22 października - po raz pierwszy w życiu do gimnazjum.
Mijały się tedy listy, te z Warszawy z tymi z Nohant, a te ostatnie pomnożone teraz o relacje tyczące miejsc i ludzi znajomych wszak Kalasantostwu, a były i komisy dla Ludwiki: co ma powiedzieć Nowakowskiemu - i żeby dowiedziała się, jak z tą chorą ręką Tytusa Woyciechowskiego, i żeby te parę słów, które skreślił i dołączył do listu pisanego do Krakowa, na poste-restante - sama do rąk pani Fryderykowej Skarbkowej
— 123 —