wiedzieli Jędrzejewiczowie z prasy, przypuszczać przecież należy, że niejedno jeszcze dopowiedział i przed niejednym przestrzegał Antoni Paszkowski, szwagier Kalasantego, będący, jak pamiętamy, na stanowisku naczelnika Biura Policji. Tak czy inaczej powracający wojażerowie wolni byli od pakunku z książkami, których wysłaniem zajęła się, na prośbę Fryderyka, panna de Rozieres. A wśród książek i Encyklopedia, i De VHumanité Piotra Leroux, a wszystko w skrzynce wysmarowanej, jak przepisy kazały, smołą i pokrytej tłuszczem, i doradzać miał pan Duve, ekspedytor, czy w deklaracji celnej pozostawić wszystko wyszczególnione, czy też ogólnie podać: książki naukowe, pisma i słowniki... i prosić miała panna de Rozieres pana Duve, aby tenże Fryderyka powiadomił, czy przesyłka pójdzie przez Gdańsk, czy też przez Szczecin, i jaką wreszcie drogą dostanie się do Torunia... i czy pan Duve ma w Gdańsku i Szczecinie dobre stosunki, bo jeśli nie, to może przez Hamburg wysłać... bo szkoda, żeby to zaginęło...
Wracając zaś do naszych wojażerów... Dni miały za mało godzin na tysiączne pytania i tysiączne odpowiedzi, nie
— 120 —