mistrzowskich" (wydawanych już nawet w Berlinie i w Wiedniu), były rektor byłej Szkoły Głównej Muzyki, już od roku zeszłego, wespół z swoim niegdyś uczniem, panem Tomaszem Nideckim, piszą dzieło na uroczyste otwarcie świątyni, już oto ozdobionej i płaskorzeźbą Malińskiego, i "z ciosu" aniołami dłuta pana Hegla. A zegar na wieży to praca pana Krzeczkowskiego, technika z Banku Polskiego, a lampy rewerberowe skąd by zaś, jak nie z fabryki Wielmożnego Mintera. Końcowe zaś prace nad budową, wstrzymane na czas deszczów, na przekór aurze na nowo oto rozpoczęto, przy uroczystości zaś dzisiejszej - "wieczorem mury tej Świątyni zaiaśniały różnokolorowemi lampjonami".
A deszcz znowu lał jak z cebra i ani pełnia przy końcu miesiąca, ani wypełnienie się 7-miu tygodni po 7-miu Braciach Śpiących nie odmieniło stanu pogody i prędzej by znalazł w ugotowanym kartoflu historyczną dwuzłotówkę z 1812 roku, jak się to przydarzyło jednemu szczęściarzowi w traktierni pani Zawadzkiej przy ulicy Żabiej - niż dzień bez wody.
Na skutek zaś wilgoci zaduch w piwnicach panujący był
— 101 —