Kraszewskiemu (z racji jego powieści Djabel) - grane były przez wszystkie orkiestry warszawskie ku powszechnemu zadowoleniu.
Życie więc szło niby trybem normalnym, zaś po Wyścigach ("nieraz już próbowano przenosić rumaki na papier lub płótno za pomocą fotografji", przecie przy niespokojności koni udać się to miało dopiero panu Blumenthalowi, i to w jego Zakładzie na Nowym Świecie, w domu Wielmożnej Karoliny Pusłowskiej), po Wystawie zwierząt gospodarskich i po Targu na wełnę dużo jeszcze gości pozostało w Warszawie, tym ci bardziej, że i koniec roku szkolnego zatrzymał wielu ojców dla uczestniczenia w uroczystości zamknięcia biegu nauk w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Marymoncie, w Szkole Sztuk Pięknych, w Instytucie Szlacheckim czy wreszcie w obu Gimnazjach, Gubernialnym i Realnym, lub w prywatnych Wyższych Zakładach Naukowych, jak choćby u powinowatego naszego Wieszcza Adama Mickiewicza, więc u pana Jana Nepomucena Leszczyńskiego w jego "Zakładzie wyższym Naukowym prywatnym Realnym", o 4-ch klasach, przy ulicy Śto-Jerskiej. A przecież jeszcze wszak i Szkoły Powiatowe Filologiczne warszawskie, no i Instytut
— 45 —