wtedy, kiedy to w ogródku dyrektora młyna parowego, pana Laessiga, przy ulicy Jerozolimskiej, tłumy przychodziły podziwiać cudanie kwiaty z familii storczyków, a "dla owych różnorodnych, a dorodnych róż, które w chwili obecnej w całej swej piękności jaśnieją", chodziło się procesjami do ogrodu Braci Hoser przy ulicy Jerozolimskiej ("naprzeciw kolei żelaznej")... wtedy to właśnie śmierć najskwapliwiej poczęła się brać do dzieła, z szczególniejszym upodobaniem ścigając młodych. Lecz któż by z młodych myślał o śmierci? Choć więc już od 17 czerwca każdej niedzieli odprawiano u Ś-go Krzyża wotywę przed ołtarzem Ś-go Rocha, patrona od morowego powietrza, "o zachowanie ludzi od chorób" - piękna kompozycja pana Kajetana Kraszewskiego, "U ne promenade en gondole, deuxieme Nocturne" oraz "Non ti scordar di me t. j. Niezapominaj mnie", utwór księżniczki Janiny Czetwertyńskiej, w lot były rozchwytywane u Bernsteina, Friedleina oraz i po wszystkich, jakie były, składach nut, zaś Syrena-polka pana Seweryna Mullera, Warszawianka-polka, ofiarowana "wszystkim Pięknym Warszawiankom" przez pana Tuszyńskiego, oraz Djabeł-maziir skomponowany przez Apolinarego Kątskiego i ofiarowany panu Józefowi Ignacemu
— 44 —