największej melancholji", co więcej, że chcąc raz jeszcze przed śmiercią ujrzeć Paryż i swoich w nim przyjaciół, wybrał się tam, ale rzemiennym dyszlem, uczuwa bowiem ponoć tak nieprzezwyciężony wstręt do paropływów i kolei żelaznych, że sam już tylko gwizd czy szum lokomotywy przyprawia go o drżenie na całym ciele i do natychmiastowej zniewala ucieczki. - Nie próżnował zaś i Teatr Rozmaitości w miesiącu czerwcu. Po długiej przerwie spowodowanej carską żałobą - wystawił (w tłumaczeniu z francuskiego przez pana Władysława Świeszewsjdego, artystę dramatycznego) dwie nowe (i to prawie naraz) pełne dowcipu komedie: 1 czerwca Natrętnego (zaś "sytuacje tam arcykomiczne, a prowadzenie intrygi interessujące...") z niezrównanym panem Janem Chęcińskim w roli tytułowej, a już oto... "Nie możemy się uskarżać na brak nowości scenicznych w naszych Teatrach - pisał Kurjer Warszawski 8 czerwca tegoż 1855 roku - niema jeszcze tygodnia, jak Publiczność szczerze ubawiła się nową Komedyjką Natrętny, a otóż i onegdaj widzieliśmy po raz pierwszy przedstawioną Komedją z francuskiego P. Morceau, pt.: Szał wspomnień", a "dziełko to lekkie, dobrze osnowane", wybornych miało wykonawców tak w osobie samego tłumacza, jak i pani
— 36 —