za dawnych lat, wyrazem hołdu i wdzięczności dla Świętego, była przecie w swej głównej istocie przede wszystkim przypomnieniem się w obecnej chwili temu niezawodnemu Obrońcy. Przecie modlitwa modlitwą, któż by jednak ustawicznie chciał myśleć o cholerze, kiedy pogoda liczyła się do najmilszych (choć, co prawda, groźna burza, jaka nawiedziła 1 czerwca Warszawę, zerwała nawet obraz Bogarodzicy, pędzla pana profesora Hadziewicza, zdobiący fronton kościoła XX. Reformatów), kiedy każdy, kto "zamierzył czy majówkować czy używać przechadzki, czy innej jakiej, a zależącej od piękności dnia rozrywki, ten w zamiarach swych zawiedziony nie został"... Któż tedy lekkomyślnie wywoływałby widmo wyklętej przez wszystkich, z zasadzki na razie działającej epidemii, kiedy to i w Ogrodzie Krasińskich, i w Ogrodzie Saskim, a szczególnie w Ogrodzie Botanicznym, gdzie "śliczne bzy rozkwitły w całej swej piękności" ("Takie zaś bzy, jak posiada Ogród Botaniczny, gdzie całe drzewa są jakby jednym z jednofarbnym bukietem, są prawdziwą osobliwością") - alejki, niby ślubne wirydarze, zabieliły się od "Panien Młodych"... "Mówimy zabieliły, bo stroje białe, zwłaszcza u dziewic, dominowały, począwszy od kapelusika krepowego, aż do
— 34 —