Wiwjen"... Ach, cóż to za rozkosz... "kiedy rozmowy osłabną na wieczorach, kiedy tancerz z niecierpliwością oczekiwać będzie rozpoczęcia muzyki, wtenczas tylko otworzyć iedną z takich rur napełnionych harmonją, i Djufren ze swoiemi trąbami, arjetkami i walcami rozleie się w pokoiu szerokim potokiem". Tedy "czemużby ten wynalazek nie mógł być użyty do ogrodów i publicznych spacerów"? Czegóż bo też jeszcze ludzie na tym globie nie wymyślą?! "Nadzwyczajna czynność, iaką w nowszych czasach poświęcaią na badanie xiężyca, nadała nieiaką pewność mniemaniu, że na tym planecie również znajduią się ludzie", przeto więc jeden ze sławnych zagranicznych matematyków wystąpił z propozycją, aby podczas zaćmienia księżyca, "w tenczas kiedy mieszkańcy ziemi i xiężyca mogą najlepiej się uważać" - oznaczyć na ziemi wielkimi ognistymi liniami znaną jaką figurę matematyczną, więc choćby "twierdzenie Pytagorasa", i czekać do następnego zaćmienia na odpowiedź selenitów. Tylko "teraz zachodzi kwestja, gdzie i jak długo te linje poprowadzić"? Nic to jednak w porównaniu z tym, nad czym rozwodzi się jedno z pism wychodzących w Nowym Jorku. Oto opisując stan Ameryki w wieku następnym, czyli XX-ym, a opisując to tak.
— 88 —
Polecamy: