Hiszpanji".
Dla rodziny Chopinów wiadomość więc zaiste ze szczytów somnabulizmu, dla obcych zaś nie lada nowina, nosząca cechy rzetelnej informacji.
Nie dojdziemy już dziś, kto prowadził w "Kurjerku" dział "Rozmaitości" i z jakich, nierzadko starych, dzienników zagranicznych wyłuskiwał ciekawostki, które, co tam! mogły być i przedawnione, jeśli dotyczyły wynalezionego w Perudżji instrumentu muzycznego, zwanego serafikonem, czy 17-letniej dziewczyny w Piemoncie, od czterech miesięcy nie sypiającej - gorzej jeśli przynosiły wiadomość wzbudzającą zrozumiały "interess", domagającą się komentarzy. Jeszcze dziś współczuć można rodzinie Chopinów, trapionej zapytaniami, wyjaśniającej omyłkę, a tym samym powracającej wspomnieniami do pełnych niepokoju dla rodziców chwil, tych sprzed dwu niespełna laty, a związanych z ekstraordynaryjnym wszak w opinii publicznej wyjazdem Fryderyka na Majorkę.
Wszystko jednak zabierał z sobą czas, uciekający szybko jak wiślane fale, po których spacerował statek parowy, w
— 44 —